„— Pod jasnogórskim klasztorem miał stragan z ryngrafami niejaki Augustyn. Klerykiem go nazywali. Dlatego że księdzem miał zostać, ale nie został, bo wylali go z seminarium za prowadzenie się. Ten Augustyn, czyli Kleryk, handlował spod lady różnymi starymi monetami, srebrnymi, złotymi, jak podeszło. Był tak znany, że przyjeżdżali do niego kupować nawet z zagranicy. Jak sobie popił, to całą historię Królestwa Polskiego z pamięci potrafił opowiedzieć. Byli tacy, co mu stawiali, żeby posłuchać. Po wojnie pracował podobno w ministerstwie. Miał pod sobą muzea. Dzisiaj za granicą jest. Podobno w Paryżu czy w Londynie sklep ze starymi monetami założył. Nie słyszał pan o nim
Nie, nie słyszałem. Tak jak nie słyszałem o Paryckim — handlarzu dewocjonaliami (vel „Profesorze"). Ów Parycki siedem języków znał („łącznie z kałmuckim"). Kończył wyższe uczelnie w Rosji. Profesorem prawdziwym był, potem się rozpił. Mało brakowało, żeby pana Franciszka języka francuskiego nauczył Zaczął już uczyć, bardzo dobrze. Ale coś mu w płuca weszło, chyba gruźlica i zmarł. Prosił przed śmiercią, żeby go pan Franciszek wziął do siebie, na wieś. Mówił, że miejsce w stodole mu wystarczy, byle miał co dzień świeże fnleko prosto od krowy. Żal było człowieka, ale jak tu wziąć do siebie gruźlika Przed wojną to była straszna choroba, nie to co dziś.“(3)
przygody kota Filemona |blog |Gry Internetowe