„Siedliśmy naprzeciw siebie na miękkich, skórzanych siedzeniach. Cavy dotknął guziczka i poczułem, że osuwamy się w dół. Głębia była bardzo duża, wynosiła z pewnością nie mniej niż trzydzieści metrów.
Wyszedłszy z kabiny, zobaczyłem, że znajdujemy się w ogromnej, zupełnie pustej sali z matowo świecącym sufitem w kształcie kopuły. W środku znajdowała się wielka, metalowa kolumna półtorametrowej średnicy — wewnątrz niej ukryta była winda. Od sali tej promieniście rozchodziło się osiem sklepionych, jasno oświetlonych korytarzy. Nad każdym z nich widniały na świecącym, błękitnym ekranie liczby rzymskie, kolejno od jednego do ośmiu. Podłogę sali stanowiła szachownica z czarnych i białych płytek; podobny deseń opasywał salę wąskim pierścieniem wzdłuż górnej krawędzi ściany. Sklepiony sufit, wyłożony sześciokątnymi płytkami pokrytymi luminoforem, dawał przyjemne, błękitne światło, dzięki któremu sklepienie przypominało wieczorne niebo. Wszystko to było bardzo ładne, lecz równocześnie przygnębiające.
Profesor dał znak, by iść za nim, i skierowaliśmy się do jednego z korytarzy, oznaczonego liczbą I. Korytarz znikał gdzieś w dali. Miał ze sześć metrów szerokości i tyleż chyba wysokości. Oświetlały go duże, błękitne ekrany, mieszczące się po obu jego stronach w odległości jakichś dziesięciu metrów jeden od drugiego. Na każdym czerniały duże kolejne liczby arabskie, z prawej strony — parzyste, z lewej — nieparzyste. Ściany były gładkie. Nie mogłem określić, z czego je wykonano — z metalu czy też jakiejś innej substancji. Przejechawszy paznokciem po ścianie, wyczułem lekkie drganie widocznie było to obicie grubości jakichś pięciu milimetrów, niedostatecznie szczelnie przylegające do muru. W korytarzu panowała zupełna cisza. Kroki nasze wywoływały głośne echo. Zdawało mi się zresztą, że powie“(10)
<<<< promis jako sposób
| - Od kilku tygodni- A przedtem- >>>>
zaczarowany ołówek |katalog |Timon i Pumba